poniedziałek, 18 lutego 2019

Czas na 1%

Nie jesteśmy wybitnie medialni, nie wyrywamy się przed szereg...  zwykle przebywamy bardziej w cieniu niż blasku, zwykle wolimy powiedzieć dwa słowa za mało niż o jedno za dużo...

Raczej częściej dziękujemy za Wasze zaangażowanie, intuicję, ciepłe słowo, uśmiech, propozycje pomocy niż sami na coś liczymy...

Niczego nie oczekujemy...

Ale...
Jest jeden, jedyny czas w roku, kiedy  nieśmiało machamy  łapką w Waszym kierunku, żeby przypomnieć o możliwości oddania 1% na rzecz rehabilitacji Oli.

To jest właśnie ten moment
😍
KRS: 0000387207
Cel Szczegółowy: Aleksandra Śledź








środa, 19 grudnia 2018

2018! Najtrudniejszy rok życia za nami!

Wreszcie przydałby się jakiś świąteczny wpis... a właściwie od dawna wskazany by był jakikolwiek, który zakleiłby tę czarną dziurę w życiorysie. Ale tak dużo się wydarzyło, że trudno ruszyć z miejsca...


***
Wszystkie emocje trzeba rozłożyć w czasie.  Każdy z nas ma swoją miarę spokoju, jednym wystarczy przespać się z problemem noc, innym potrzebny miesiąc, kolejnym zejdzie rok lub jeszcze dłużej.
 Już po zakończeniu leczenia podczas rozmowy z neurochirurgiem usłyszałam  z jego ust -"Gratuluję"- Zapytałam  z zastanowieniem - "Czego? Tego, że to wszystko się wreszcie skończyło?
- Na co on wyjaśnił - Nie. Gratuluję tego, że wszystko się DOBRZE skończyło!


Ola w marcu szczęśliwie wywalczyła życie. Ale patrząc na nią nie dopatrzycie się tak trudnej drogi medycznej i bynajmniej nie chodzi tylko o chorobę  podstawową, którą wszyscy łączą z wózkiem. Trudno pogodzić się z dodatkowym pechem, który dopiero
w połączeniu z wrodzonymi obciążeniami  doprowadził u Oli do tak ciężkich powikłań. 

Do tej pory z bliska zdradza Olę fryzura  i na całym ciele poważne blizny, też takie których nie da się żadnym sposobem zasłonić. Ale nie tylko ciało ucierpiało. Bo
i  osobowości Oli został odebrany blask, odwaga, pewność siebie.  W tle kwestie społeczne do których mimo, że Ola świetnie się dopasowała wymagają obserwacji i być może zmian w otoczeniu. Będą poszukiwane nowe rozwiązania. 

Rok temu byliśmy w piekle, które szczęśliwie zakończyło się życiem. Wiemy co znaczy spędzić  Wigilię w szpitalu, gdy wszyscy obok życzą sobie wesołych świąt, wymieniają przepisy świąteczne, plany, składają życzenia. Teraz patrząc na Olę prześwietlam ją wzrokiem. Jest jak cienka gałązka, którą lekki wiatr może złamać. Każda niepewna zdrowotnie sytuacja w połączeniu ze świadomością  dodatkowego obciążenia płuc, nerek, serca sprawia, że z trwogą dmucham na zimne. Niedawno zmierzyliśmy się  z zapaleniem dróg oddechowych, które z ostrożności
i niepokoju wymagało  wręcz zahaczenia o SOR łącznie z wykonaniem rtg płuc i szeroką diagnostyką...

W każde święta będziemy z empatią myśleć o tych, którym choroba  zabiera ciepło domowego ogniska i zapach choinki, a przynosi zimne ściany szpitala.
Co pomagało przetrwać Oli długie tygodnie hospitalizacji, kiedy już opuściły ją wycieńczające gorączki i osłabienie  organizmu zaburzające smutną rzeczywistość
to  myśl  "kiedyś się to przecież musi skończyć"! Przeczekać najgorsze pomógł też świat wyobraźni,  czyli planowanie przez Olę tego, co będzie robić już za drzwiami szpitala. 

Cofając się myślami aż do wiosny...
W  realizacji pierwszego zamierzenia z listy sporządzonej w szpitalu pomogła Fundacja Mam Marzenie, której wspaniali wolontariusze we współpracy z kilkoma bardzo pomocnymi osobami zrobili naprawdę wszystko, by uszczęśliwić Olę  :) na stojąco :)  i wyszło tak! link do strony.

Kolejny od dawna wyczekiwany prezent, który był zaznaczony do realizacji też udało się  spełnić - różowy rower!


Trzecia niespodzianka została wyczarowana ku zaskoczeniu Oli przez Fundację Tvn całkiem znienacka - ale całkowicie trafiła w Oli gusta. Było to zaproszenie do udziału w akcji "Pomoc Mierzona Kilometrami" podczas, której Ola miała okazję powiedzieć kilka słów, a później nawet zobaczyć się na dużym ekranie.

I tak ruszyliśmy z miejsca budując na nowo świat Oli.
Były to trudnego miłe początki.

***
W związku z okolicznościami do tego świątecznego wora wrzucone jest  ponad pół roku, a może nawet rok życia Oli sięgając od listopada z cieniami naszej codzienności, ale i nieśmiałym blaskiem życia. 
 Codziennie z czymś nowym się mierzymy, prostujemy, nadrabiamy,  rozważamy najlepsze wyjścia, tak żeby żyło się lepiej.  Jest to etap nie do końca satysfakcjonujący, bo nie wszystkie sprawy są już na właściwym miejscu.
A, że dążymy ku lepszemu szukanie nowych rozwiązań zdaje się być wyzwaniem Nowego Roku. Tak samo kluczowe jak otaczanie się  ludźmi życzliwymi i serdecznymi.

I tego też Wam życzymy! Samych przyjacielskich i pozytywnych dusz wokół, a także pomyślnego ułożenia spraw ważnych!
Szczęśliwego Nowego Roku 🎆🎆🎆
 Wszystkiego czego pragniecie, tylko szczęśliwych dni, wytrwałości, optymizmu
i wiary w wygraną!


czwartek, 17 maja 2018

Szarość

Wielu z Was troszczy się  o zdrowie Oli, pytacie co u niej słychać?
Najłatwiej w tej kwestii byłoby odpowiedzieć
-Wszystko dobrze!

Odpowiedź prosta i dużo załatwia gdy wszystko jest tylko czarne, albo tylko białe...

Ale dla dociekliwych, co pytają czy już wszystko dobrze z oczekiwanym akcentem mojego potwierdzenia, że to już koniec historii odpowiem
-Nie tak dobrze jak przed szpitalem
Szarość

 ***
Tak, jeszcze przez wiele lat będziemy prostować Oli zdrowie

W tym roku zimy u nas nie było, nie było też Bożego Narodzenia, nie było Sylwestra, mało brakowało żeby Wielkanocy też nie było. Nie będę opowiadać o Oli cierpliwości,  heroizmie, o tym jak choroba zaangażowała całą rodzinę, przedstawiać zapiski szpitalnych tygodni, przypominać jak Ola pocieszała dorosłych samej kolejny miesiąc nie mogąc podnieść się z łóżka, o sytuacjach gdy pozornie na chwilę pokazywało się wyjście z sytuacji, o Oli złośliwościach, gdy nie wytrzymywała napięcia, o uśmiechu przez łzy w trudnych sytuacjach, o tych wszystkich szwach i bliznach po cięciach chirurgicznych, o całym tym piekle szpitalnym.

Ola przeszła w skrócie mówiąc zakażenie septyczne, które powikłało 9 operacji, 
ostatnia z nich trwała 5 h.

 3 miesiące w szpitalu, pół roku życia, a trauma do końca życia.


 Dzieci to najważniejsze  dobro, jakim obdarzył nas świat. To one sprawiają, że odnajdujemy w sobie pokłady cierpliwości, siły i akceptacji. Od nich uczymy się, tego, że największą wartością jest człowiek.

Każda operacja dziecka to stres, a 9 to już całkowicie zrujnowany układ emocjonalny, to walka o życie, egzystencjalna skrajność.


Teraz co prawda idziemy do przodu bez uśmiechu, za to z dużą ostrożnością.  Nie czujemy się bohaterami, a raczej jeszcze bardziej się boimy. Nie poddajemy się, ale też nie mówimy wow. Nie jesteśmy wylewni, ale też nie  milczymy.

Układamy sprawy. Szukamy spokoju i dystansu do wszystkich zdarzeń, szukamy swojego poprzedniego życia.
***
 Dziękujemy za Wasze smsy i wiadomości, na które  nie nie daliśmy rady odpisać.

Ale to tyle relacji pewnie na długi czas. 

czwartek, 8 marca 2018

Tego co było już nie ma

Zrobiliśmy nie 2, ale 20 kroków w tył. W ciągu ostatnich 3 miesięcy jesteśmy zawieszeni między szpitalem, a domem, życiem i śmiercią, narkozami i wybudzaniem, OIOM-em i oddziałem, kolejnymi wkłuciami centralnymi do żyły głównej,  gojącymi się bliznami i nowymi interwencjami nierzadko w miejscu gdzie już szwy były raz ściągane... dopiero teraz wiemy co znaczy bać się...

Od 3 miesięcy nieustannie rozpadamy się  milion razy na milion kawałków z nadzieją, że to już ostatni raz trzeba się pozbierać.

Tego co było już nie ma. Rytmu dnia, energii, radości, chęci, formy, siły, zdrowia. Dotąd naszym największym wyzwaniem była rehabilitacja i wizyty lekarskie. Ale niepełnosprawność ma zupełnie inny wymiar jeśli  operacje jak efekt domina pociągają decyzje na które wyboru się nie ma.

Chociaż wózek odbiera mobilność, czasem godność i i utrudnia normalne życie, nie jest największym problemem, bo to dobre zdrowie Oli jest naszą największą zmorą
Oby los dawał nam wybory i pozwolił decydować o tym co dalej.

niedziela, 24 grudnia 2017

Oli życie na skrawku

Kiedy rodzi się  dziecko obciążone wieloma chorobami, to po uporaniu się z tym całym bałaganem zdarzeń w głębi duszy liczysz na przychylność losu w późniejszych latach. Niestety tak to nie działa!

Te 4 operacje jakie Ola przeszła w ciągu swoich 6 lat życia były igraszką tego co ją teraz spotkało.

W szpitalu od 30 listopada.
Gdyby te dni opisywać chwila po chwili, godzina po godzinie, doba po dobie nie dałoby się wytrzymać obecnego napięcia i stresu. Jedna chwila zupełnie odmieniała poprzedni dzień i dawała kierunek następnym, w jednym momencie dziecko zdrowiało, a w drugim było już w drodze na blok,  OIOM... i tak dzień po dniu.

Wyniszczone ciało, posiniaczone ręce i nogi od wkłuć, do tego stopnia, że nie było już gdzie wbić wenflona, założone wkłucie centralne drogą  podawania leków, podłączony tlen, monitory, sonda, przetaczana krew, morfina, wielokrotne co kilka dni  wizyty na bloku operacyjnym, wycieńczenie ciągłymi narkozami, na zmianę poty i dreszcze, wymioty, obrzęki, stale kotłująca się w małym ciałku temperatura, która pojawiała się co 3 h mimo podawanych środków, ciągle w nowych miejscach wyłaniane drenaże, by odsączyć ciało z zakażenia, przywiązujące do łóżka rurki, pod stałą kontrolą w dzień i w nocy, by przypadkowo nie zostały wyrwane. 

Oli wyrozumiałość, tłumiona najpierw złością, później obojętnością, jeszcze później strachem przed przyklejeniem zwykłego plastra...

To jeszcze nie koniec, walka o zdrowie cały czas trwa.
Święta i Sylwester na pewno w szpitalu.

niedziela, 8 października 2017

Kartki cz.1

Dzięki Wam Ola spędziła wyjątkowe chwile, doświadczyła bezinteresownej ludzkiej dobroci. Było to dla niej bardzo potrzebne i uskrzydlające wydarzenie, zważywszy że bardzo chorowała.  Wszystkie kartki zapewne dotarły, ale puki co ograniczenia czasowe pozwalają mi upublicznić tylko jedną - za to treścią strzelone w samo sedno sprawy! 

Martynka życzy Oli  powrotu do przedszkola  
👌

Zdrowie też wróciło. 
Całym stosem kocich karteczek  obiecuję się pochwalić, 
ale dopiero za tydzień 🐈



piątek, 29 września 2017

A ja czekam i czekam i czekam

Rok 2017 ma już dla nas tylko 11 miesięcy.
Jutro 30 dzień choroby, na zewnątrz Słońce świeci.

 Po 2 antybiotykach oskrzela Oli nadal nie są do końca czyste. Nebulizacja ma to zakończyć choć bardzo rozkłada się w czasie.

Ola wygląda na prawie zdrową, a wciąż jest chora.

***
Jest kolejna rzecz z której trzeba było zrezygnować/ jutro mieliśmy być gośćmi na ślubie 
- ...
🎺🎹🎸🎷💃


Poniedziałkowe badania urologiczne też trzeba było kolejny raz przesunąć.

W nadchodzącym tygodniu były plany przygotowań do Oli urodzin, a tak to nadal będziemy ujarzmiać chorobę w domu. A w całej tej niemocy to właśnie Ola zachowuje zimną krew i pokazuje jak tu nie zwariować.

***
Dobra wiadomość też jest: zaczynają docierać kartki urodzinowe -wczoraj przyszła pierwsza ✉
Kto by pomyślał, że dzwonek listonosza  do drzwi mieszkania wnosić będzie   tyle radości!
 Dziękujemy!